Zakład

Umiera sam. Przegrał wyścig i teraz nie pozostało już nic poza pokłonieniem się śmierci.

A biedna Ami błąka się gdzieś po świecie. Biedna mała Ami i wiele innych, choć nie tak doskonałych

Jak Ona.

Zamyka oczy, te zmęczone stalowe oczy tak puste dzisiaj. Ten chłodny powiew, który omiata mu twarz jak pocałunek.

Ten powiew przypomina mu o kolejnej. Innej, jeszcze jednej. Której imienia nie pamięta, bo nie było ważne.

Podobnie jak Ami. Która też nie była ważna. Albo nie jest – bo teraz i wtedy zlały się w jedno. Jedno dzisiaj.

Otwiera oczy i spogląda przez szybę. Świat za oknem odbija się w pustych szkłach oczu. Bo przegrał.

P.s. damy jej na imię Tinúviel

Podziel się: