Wybór kota

Ostatnio dużo myślę. O czym? Z pozoru o odebraniu sobie życia. Szkopuł w tym, że jestem kotem. Jak popełniać samobójstwo mając dziewięć żyć? Hurtowo? Synchronicznie? Nie myślę więc o samobójstwie w konotacji stworzonej przez homo sapiens, raczej o nowym początku, w innym miejscu i innym czasie.

Często wydaje mi się, że to właśnie sposób w jaki umieramy decyduje o tym jak wkraczamy w nowe życie. Jakiś rodzaj karmy albo przeznaczenia sprawia, że poszczególne nasze istnienia łączą się ze sobą. Z tego wynikałoby, że z im większym rozmachem umrzemy, tym większy rozmach będzie miało nasze następne życie. Dziwne prawda? Ale czy sam fakt, że kot myśli o samobójstwie nie jest zastanawiający? Dla mnie nie. Przecież wszystko już gdzieś się pojawiło: przypadki, szczęśliwe zbiegi okoliczności, zawinione i niezawinione śmierci, nawet stare i zmęczone koty, jak ja.  Nihil novi sub sole, jak mawiają.

Więc siedzę tak spokojnie na kanapie i czekam na okazję. Wokół mnie gwar niedzielnego popołudnia przeradza się powoli w martwą ciszę sjesty. Dorośli ucinają sobie drzemkę, dzieci knują niecne plany uprzykrzenia im życia a ja rozglądam się uważnie. Na kuchence stoi rondel z wrzątkiem, może zrzucę go na siebie? Skuteczne, ale to bolesna śmierć. Skok przez okno? To z kolei zbyt oklepane. Brak przeciwstawnych kciuków skutecznie ogranicza mi wachlarz możliwości. Licznik żyć jest spory, ale przecież nie nieskończony. Skoro mam (a może tylko chcę) przeskoczyć do następnego z nich to zrobię to z przytupem. Przyznaję, czarny dachowiec nie pozostawi za sobą świata w pożodze, choćby nie wiem jak się starał, ale coś wymyślić muszę.

Opuszczam kanapę i przechadzam się po mieszkaniu. Kuchenka, komputer, mikrofalówka, niby wszystkie są zabójcze, ale żadne w dostatecznie widowiskowy sposób. Wtedy moją uwagę zwraca Antek, najmłodszy członek rodziny. Niewinny sześciolatek metodycznie rozczłonkowuje muchę złapaną do słoika. Owad umiera powoli, niezdolny się bronić. Muchy nie mają żyć, nie mogą wybierać momentu śmierci. Może to właśnie jest klucz? Może karma i przeznaczenie istnieją, ale nie należy im pomagać? Los, jak mówią, jest ślepy. Czy w takim razie nie lepiej byłoby zdać się na teorię chaosu? Choćby tylko tę matematyczną, zamkniętą w sztywnych ramach liczb tak bardzo oderwanych od świata zdarzeń? Za raz się przekonamy.

Podchodzę do Antka, mucha jest już martwa, dzieciak się nudzi. Spogląda na mnie i w jego oczach dostrzegam charakterystyczny błysk – myśl szaleńca. Sprawnie chwyta leżący na kuchennym blacie tłuczek do mięsa i uderza mnie w bok. Wypuszczam ciężko powietrze, ale nie warczę, jestem spokojny, a to mu się podoba. Kolejny, precyzyjniej zadany cios miażdży mi żebra. Siłą rozpędu widzę jeszcze dwa uderzenia rozłupujące mi czaszkę, potem zapada ciemność.

***

Kotka jest piękna, poznałem ją przypadkiem po przebudzeniu się w nowym życiu. Ma ciemne futerko i oczy w kształcie migdałów. Chyba mnie lubi, tak mi się wydaje. O wszystkim zadecydował przypadek. Więc warto jednak zdać się na chaos, w końcu zrozumiałem, że to zrządzenie losu jest solą istnienia.

Kotka jest nieufna ale udaje mi się ją poznać. Mam na imię Jasiek, mówię, a ona się uśmiecha. To życie może być miłe…

Podziel się: