Wśród starych kartek

Just because soldiers are on the same side now doesn’t mean they always will be

Gdy Alex po raz pierwszy pojawił się w moim życiu było w nim źle. Przypadkowy tekst, notatka z imieniem. Alex – alegoria przeszłości stanął w  drzwiach, tuż za progiem wyobraźni. Na początku nie miał nic prócz imienia, ciemny pusty kształt w progu. Później zyskał oczy, historię, uczucia i smak – goryczy, pustki, ostatniej kartki z pamiętnika samobójcy. Powoli stawał się odbiciem mnie. Jak każda literacka postać niósł w sobie skazę, odłamek swojego twórcy. Przeżył kolejne przygody, pokonał ostatnich wrogów i umarł. Musiał umrzeć, bo za bardzo zaczynałem go lubić. A pisarz nie może zaprzyjaźnić się z książką – taki branżowy zabobon.

Kiedy teraz o tym myślę, wiem już, że powoływanie do życia bohaterów bywa niebezpieczne. Bo cóż stanie się, jeśli kiedyś wśród pustych ulic Poznania, Warszawy, Krakowa spotkasz jedną ze swoich bestii? Nic się nie stanie, bo to nie możliwe. Prawda? Nie możliwe, żeby na Głogowskiej, tuż przy parku Willsona, zobaczyć czarny płaszcz i te niesamowite oczy. Na cichej Gajowej też nie wpada się na tajemniczych przechodniów ze srebrną łuską na rękach. Przecież nikt nie pisałby wówczas książek, a biedny Tolkien umarłby zamęczony przez Hobbitów.

Tymczasem wiem, że on jest w Poznaniu. Nie poluje na mnie. Nie może. Ale słyszę jego kroki na ulicach, czuję jego wzrok gdy idę parkowymi alejkami. Tylko czego chce? Dlaczego jest tutaj, skoro Jej nie ma w pobliżu. Może wie, że w tym świecie Ona nie umarła? Przynajmniej nie dosłownie.

Nie szukam go. Nie wierzę, mówiąc szczerze, że to wszystko zaczyna dziać się na prawdę. Nawet dla pisarza nie wyobrażalne jest, by między zakupami w Tesco, pracą a snem istniał czas na zdradę aniołów, przyjaźń magów i pakty z Lucyferem. To się nie zdarza.

Nie mnie.

Podziel się: