Sędzia

Pyta Pan, dlaczego odszedłem z wymiaru sprawiedliwości? … Cóż, muszę przyznać – myślałem, że wszyscy już znają tę historię.
No tak, przecież wy nadal myślicie, że to był spektakularny sukces. Co mam na myśli? Proces Korteza, tak – dokładnie – tego gangstera, który zbudował imperium łączące Polskę i Kolumbię. Byłem sędzią w jego sprawie…. Czy coś wtedy poszło nie tak? Ależ skąd, Kortez siedzi do dziś, jego majątek skonfiskowano. Chodzi o niego, nie o proces… Chodzi o to, co powiedział w ostatnich słowach przed ogłoszeniem wyroku…
Minęło 20 lat, ale pamiętam tamten dzień jak wczoraj… Wprowadzili go na salę, obrzucił wszystkich uważnym spojrzeniem, po czym skierował się do ławy oskarżonych, wyglądał na pogodzonego ze swoim losem, co tyleż nas zaskoczyło ile uspokoiło.
Fachowcy mówili długo – prokurator kilka godzin, obrońca nie wiele krócej. Sam Kortez tylko słuchał skupiony… Kiedy nadeszła jego kolej wstał i uśmiechnął się szeroko – zupełnie szczerym uśmiechem szczęśliwego człowieka – tak wtedy wyglądał, chociaż dzisiaj wydaje mi się, że był to uśmiech tryumfu i wyższości.

Wysoki Sądzie, w ostatnim moim ostatnim słowie nie będę prosił o uniewinnienie. Nie jestem zbitym psem by skamleć o łagodny wyrok! Wiem ilu ludzi zabiłem, ilu kazałem zabić. Teraz to nie jest już ważnie. Wszystkie fakty omówiono setki razy – szczegół po szczególe tak, że sam dokładniej bym tego nie opisał.
Chcę wam wszystkim powiedzieć coś innego Wysoki Sądzie: jesteście żałośni! Macie mnie tutaj, skłutego kajdankami w eskorcie policjantów. Stoję sam w odizolowanej sali za kuloodporną szybą, zabraliście mi majątek, rodzinę, broń… próbowaliście pozbawić mnie nawet godności, a mimo tego wszystkiego podskakujecie z nerwów na każde moje skinienie.
Kiedy byłem młodym człowiekiem z jednego z sądów w Polce usunięto graffiti. Zdjęto je ze ściany po 20 latach i przeniesiono do muzeum. „Przywróćcie godność prawu” nabazgrał ktoś na tamtym murze.
Stoję tutaj po trzech latach procesu i wszystkim zadaję pytanie – czy jesteście sprawiedliwi? Tak, pewnie tak… Czy jesteście dobrzy w tym, co robicie? Cóż, prokuratorze, mecenasie – stawaliście na głowie, trudno tego nie docenić… Ale czy jesteście godni? Nie! Czy jesteście silni? Nie. Nawet teraz, gdy decyzje zapadły nie potraficie pokazać władzy jaką sprawujecie!
Jakie jest prawo, które stosują tchórze? Jakie wyroki zapadają rękami tych, który wobec przestępcy gotowi są ugiąć się ze strachu o własne mienie i życie? Pokażcie, że jesteście godni władzy, którą sprawujecie! Dajcie ludziom przykład szacunku dla samych siebie!

Ta mowa zwaliła nas z nóg. Kortez był mądry, ale tutaj okazał się prawdziwym prorokiem. Nikt nie spodziewał się tak otwartej krytyki, tak gorzkich słów. Co stało się potem? Prawie nic. Wyrok wykonano, wszystko szło zgodnie z planem. Pozostało tylko jedno ale. Jakie? Nikt z obecnych wówczas na sali nie kontynuował swojej prawniczej kariery.
Jedni odeszli zarabiać pieniądze w biznesie, inni – jak ja – zaczęli zupełnie swobodne życie jak na uboczu.
Dlaczego blisko tuzin wybitnych prawników i policjantów porzucił swoje zajęcie? Odpowiedź jest prosta – musiałby Pan widzieć wzrok Korteza, gdy mówił te słowa, ten wyrzut w oczach, to spojrzenie gniewnych apostołów w kierunku Judasza i ten smutek Piotra, gdy zaparł się Mistrza.
I ma Pan rację, to było dawno. Ale nikt z nas nie zapomni. Bo wiemy już, że była to nasza zdrada.

Podziel się: