Rachunek sumienia

„Póki trwasz zamknięty w swojej pustce, możesz myśleć, że pozostajesz w kontakcie z Jednym, lecz gdy tylko zaczniesz coś tam byle jak lepić z gliny, choćby i elektronicznej, stajesz się demiurgiem, a kto trudzi się tworząc świat, bruka się błędem i złem.”

Mam jedynie nadzieję, że starczy mi zapału i chęci, by pisać tego BLOGa jak najdłużej, i że przewidywalność ludzkiego życia nie zabije jego magii…

Tak było. Dawno temu, gdy pisałem pierwszą w moim życiu notkę. Zdaję sobie sprawę, że światowy dzień blogowania to idiotyczny pomiot internetowej schizofrenii, niemniej jednak ta okazja nakłoniła mnie do pewnego krótkiego rachunku sumienia.

Po pierwsze – mój blog (bo choć całość istniała łącznie w trzech miejscach, to jest to ciągła opowieść logicznie i chronologicznie z sobą powiązana) przetrwał więcej, niż sam bym się po nim spodziewał. Kiedy w 2004 roku zamieściłem pierwszy wpis przekonany byłem o tym, że będzie to pomysł na jeden rok (czy może bardziej – na jedną znajomość). Niemniej, idea przetrwała i w tym roku obchodzić będzie szóste urodziny.

Po wtóre – cały ten blog jest dla mnie przede wszystkim zapisem tego, co zniknęło z mojego życia. Jakkolwiek takie stwierdzenie może wydawać się melancholijne, jednak tak na prawdę śledząc poszczególne wpisy ten właśnie aspekt najbardziej rzuca się w oczy. Na samym początku stronę regularnie czytało kilka bliskich mi osób. Dziś została jedna.Przyjaciółki, dziewczyny, koleżanki, przyjaciele – odchodzili po kolei, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu. Na chwilę pojawiali się inni, którzy także znikali i koniec końców jest tutaj pusto i cicho.

Podsumowując, tak by wpisać się w ideę święta wspomnianego na początku, chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy kiedykolwiek tutaj zajrzeli oraz osobie, dzięki której w ogóle zacząłem pisać (przepraszając ją jednocześnie za niespełnienie pewnej starej obietnicy). Mam nadzieję, że miną jeszcze lata, zanim to miejsce umrze. Choćby miało trwać w agonii, jak dziś.

Podziel się: