Tag: legenda

Wróżba

Ostatnia na blat niewielkiego stolika spadła Śmierć. Wróżka z niesmakiem spojrzała na karty leżące  tuż przed nią. W dusznej suterenie panowała grobowa atmosfera. Esmeralda próbowała stawiać Tarota już po raz trzeci, siedzący przed nią mężczyzna niecierpliwił się, a wynik był ciągle ten sam.

Read More

Podziel się:

Legenda

Ludzie znają wiele historii. Wiedzą, że gdy słychać grzmot to aniołowie w szarych tunikach kulają beczki ambrozji do niebieskich pałaców. Znają prawdę o tym, że gdy zapala się papierosa od świeczki ginie marynarz – bo każdy płomień to czyjeś życie i nie wolno go bezcześcić… Choć dziś już nikt w te opowieści nie wierzy, to trwają one powtarzane od wieków.
Jest jednak historia już zupełnie zapomniana. Na poły dlatego, że jest jedną z najstarszych, na poły zaś dlatego, że dotyczy niewielkiego szczegółu – zjawiska dziejącego się co noc i tak oczywistego, że większość nie zwraca nań uwagi…
Świat od zawsze miał swoje prawa. Dzień i noc, pory roku, ciepło i zimno. Powtarzalne, logiczne i niezmienne zasady były kręgosłupem wszystkiego co stworzono w dziejach istnienia. Jest jednak prawo, które się tej logice wymyka – nieścisłość dostrzegalna jedynie podczas długich nocnych spacerów i podróży. Tuż nad ranem, gdy słońce zaczyna się budzić i w Świat powinno wstępować jego ożywcze ciepło robi się na zimno. Chłodna fala zalewa wszystko tuż przed nastaniem upragnionego dnia.
Niewielu pamięta dlaczego tak się dzieje. Prawie nikt nie uwierzyłby w tę historię… Dlaczego? Bo to smutna opowieść o obcych nam rzeczach.
Kiedyś po Ziemi chodziło wielu bogów. Dawno temu, nim odeszli zapomniani w mrokach historii. Jedni byli dobrzy, opiekowali się ludźmi, inni – źli płatali figle, czynili uroki i złowieszcze czary. Ale byli też tacy, którzy za nic mieli ludzi – bogowie letniego wiatru, wieczornej rosy czy smutnych wrzosowisk. Istnieli upajając się samymi sobą.
Taka była też bogini porannego ciepła, krucha istotka zakochana w Słońcu. To ona żarem swej miłość wypełniała pustkę między nocą a dniem. Choć nieświadomie, osłaniała ludzi przed odwieczną walką promieni Słońca z ciężką kotarą zmierzchu. Tak trwała przez wieki – wpatrując się w codzienne narodziny Gwiazdy i nie dbając o nic, aż nawet jej imię zostało zapomniane.
Świat kręcił się, lata mijały a ludzie zaczynali rozumieć lepiej to, co ich otacza… Słońce przestało być bogiem już tysiące lat temu. Stało się gwiazdą, elementem istnienia odartym z mocy. I właśnie wtedy, gdy zbezczeszczono jej miłość, bogini porannego ciepła zaczęła niknąć. Żyła mocą uwielbienia bóstwa, które nagle stało się rzeczą.
Chciała to zmienić, próbowała błagać ludzi by nie czynili z jej kochanym nic złego. Niestety, od tak wielu wieków nie ukazywała się nikomu, że jej istnienie poszło w niepamięć. Objawiała się pod postacią świetlistych błysków, refleksów na wodzie, porannej ciepłej bryzy – nikt jednak jej nie rozpoznał. I tak umierała powoli, jak ginęła wiara w Słońce.
Aż w końcu przyszedł kres. Świat poszedł do przodu. Gwiazda nadal ogrzewa ziemię, choć już nie swą nadprzyrodzoną mocą a energią termojądrową. I nic się nie zmieniło, tylko ona umarła i dziś nie ma już ciepła, które ogrzało by chłód codziennych narodzin.

Podziel się: