I trochę dalej

– Uważam, że to zły pomysł – anioł w złotej zbroi wyglądał na zdegustowanego.
– Co znowu? – Gabriel nie potrafił zachować spokoju.
– Te układy z diabłami i magami. Są wbrew zasadom!
– Mam gdzieś zasady, dobro Stworzenia jest ważniejsze niż regulaminy. Dobrze wiesz, że nie mamy innego wyjścia Michale. Szczególnie teraz, kiedy wiemy, że wrócił.
Rozmawiali w jednej z prywatnych komnat Pałacu Spotkań Siódmego Nieba. Opustoszałe miasto za oknami było widomym znakiem zamieszania wśród nieśmiertelnych – wojna wciągnęła już niemal wszystkich pośrednich aniołów. Zostali tylko ci najsilniejsi.
Pan Objawień stanął przed trudnym zadaniem – od kiedy Alex wyskoczył jak diabeł z pudełka możliwość sojuszu z pozostałmi siłami przerodziła się w konieczność oznaczającą być albo nie być dla wszystkich.
– Doskonale wiesz, że Lucyfer nas zdradzi – wódz anielskich zastępów wyrwał Gabirela z zamyślenia.
– Tak, i dlatego potrzebuję Ciebie i Twoich żołnierzy. Musisz ubezpieczać to wszystko.itał
– A magowie? – Michał nie dawał za wygraną, studząc zapędy swojego interlekutora
– Z nimi nie będzie problemu. To służbiści więksi od ciebie. Jeśli się zgodzą, na pewno nas nie wyrolują. Mamy większe zmartwienia.
Pan Objawień wymownie spojrzał w kierunku najwyższego z budynków Siódmego Nieba – Wierzy Metatrona. Od kiedy Głos Boga oszalał i zamknął się na samym jej szczycie niebiosa były bardzo osłabione. Tymczasem, nie zanosiło się na jakiekolwiek zmiany w tym stanie rzeczy – Metatron od mileniów pozostawał w niewytłumaczalnym amoku, mówił niezrozumiale, rzadko w ogóle udawało się z nim porozumieć. A teraz Gabriel potrzebował go – jego mądrości, wiedzy i charyzmy.
– Tak, zgadza się. Bez niego będzie nam ciężko – Michał przygryzał dolną wargę. – Masz moje poparcie Gabrielu. – dodał po chwili z wahaniem – Ale tylko czasowe.
Aniołowie opuścili niewielkie pomieszczenie i udali się wprost do Sali Zebrań. Tam czekało na nich kilkunastu gwardzistów, którzy odeskortowali dostojników przez puste niebo wprost do portalu wiodącego ku czyśćcowi. Trwająca wojna przyniosła kilka znaczących zmian w trybie życia nieśmiertelnych – jedną z nich było to, że centra dowodzenia wszystkich sił przeniosły się wprost na pole bitwy. To tam podejmowano decyzje, ustalano pakty, tam toczyło się całe życie.
Czyściec przywitał ich stalowym niebem, nie mniej chmurnym niż oblicze Razjela, który wyszedł im na spotkanie. Książę Tajemnic tymczasowo dowodził niebiańską armią.
– To niedorzeczne! – po wysłuchaniu ustaleń archaniołów Razje wpadł w nieopisany gniew. – Nie będziemy paktować ze złem!
– Nie mamy wyjścia. W całym Wszechświecie została garstka nieśmiertelnych nieogarniętych wojennym szałem. Nie damy rady sami zatrzymać tej groteski. – Gabriel nie ustępował.
– I co z tego? Po co mielibyśmy cokolwiek zatrzymywać, przecież wiemy, że żadna ze stron nie wygra!
– Niczego nie rozumiesz Razjelu. Jeśli nie zakończymy tej wojny świat się rozpadnie. Zginie całe stworzenie, a my z nim! – Pan Objawień załamał ręce.
Razjel odwrócił się i powoli zaczął rozpływać na oczach towarzyszy. – Zapytam Metatrona – rzucił na pożegnanie.

Podziel się: