Klejnoty

Rubiny płoną ogniem żywym

I chłodne światło ślą diamenty

W toń oczu Twoich nieszczęśliwych

W te mroczne, czarne firmamenty

Otwierasz rękę, na niej sztylet

Któż dzisiaj zna go, że przeklęty

Modlitwy, słowa, znaczeń tyle

Że teraz nawet on jest teraz święty

Gdzieś ponad smutku kotarami

Tam, chen daleko w wyobraźni

Istniejesz Ty, która mnie mamisz

I pchnięciem swym pozbawiasz jaźni

Już gaśnie ogień wśród klejnotów

I zimny blask też blaknie z wolna

Nie będzie więcej rozmów, godów

Zostanie tylko pieśń… I wola.

Odchodzisz piękna moja zjawo

Zabierasz z sobą broń zatrutą

Zostawiasz trupa w szarej jawie

Odkładasz duszę gdzieś pod suknię.

Biegniesz przez pola moich marzeń

I przez stworzone Ci krainy

Idziesz do martwych wyobrażeń

By prawdę poznać, nie przyczyny.

Lecz mało Tobie krwi i smutku.

Mało i zemsty i kochania.

Ty giniesz sama – pomalutku,

Słuchając myśli żywych grania.

Podziel się: