Tag: fantasy

Nad piękną modrą rzeką

Skrzypcowe tremolo i nieznośny, wręcz natarczywy róg. Idealny sygnał do dobycia szabli. Tak, szabli, nie szpady… Dobrego polskiego oręża – kościuszkówki. Mam też husarską, ale jest za duża, nie będzie pasowała do taktu.

Wykonuję kilka machnięć, swobodnie rozgrzewając nadgarstki. Waltz rozkręca się.

Read More

Przez pokolenia

Nie zwykłem pisać listów czy dzienników. I choć będąc w Akademii stworzyłem wiele prac, to nigdy nie miałem potrzeby spisywania historii własnego życia i przemyśleń. Ani to dla potomnych, ani dla czczej zabawy. Teraz jednak dużo się zmieniło. Na tyle dużo, że zanim podejmę następny krok, powinienem chyba sam przed sobą podsumować swoje życie. I najlepiej zrobić to tu i teraz, jeszcze nim wyruszę do Indrol…

Read More

Wybór kota

Ostatnio dużo myślę. O czym? Z pozoru o odebraniu sobie życia. Szkopuł w tym, że jestem kotem. Jak popełniać samobójstwo mając dziewięć żyć? Hurtowo? Synchronicznie? Nie myślę więc o samobójstwie w konotacji stworzonej przez homo sapiens, raczej o nowym początku, w innym miejscu i innym czasie.Read More

Ziemia potrzebuje krwi…

Duszne lato ’74 roku. Wielki Pullman leniwie sunie ulicami Kampali, czarny jak dusza najważniejszego z jego pasażerów. Obserwuję go do jakiegoś czasu. Samochód dyktatora porusza się niespiesznie, przerażeni ludzie czmychają w popłochu przed chromowanym grillem solidnej niemieckiej machiny. Read More

Rozmowa

– Boję się Ciebie, wiesz? – siedzący na spróchniałej kłodzie Kren wyglądał jak cień człowieka – Boję się jak cholera…

– Dlaczego? Przecież nie zrobię Ci nic złego – Amaterasu stanęła tuż przy sześciu świeżo usypanych kopczykach i wykonała nad nimi serię gestów – niech spoczywają w pokoju…

– Średnio mi się widzi ten pokój. Ciekaw jestem kiedy będę zmuszony do zabijania współbraci w imię tego, czym się stałem? Jak daleko to jeszcze nas zaprowadzi? Puki co nie chcę nawet domniemywać tego jak wiele zła wyrządzimy w imię jakiegoś dziwnego dobra…

– Dziwnego? Kren… Czasami wydaje mi się, że nie pojmujesz sytuacji. Przecież nie mamy wyjścia. Ani Ty ani ja, tak na prawdę. Oboje znaleźliśmy się w dziwnej sytuacji, gdzieś daleko poza obowiązującymi konwenansami. Teraz ogranicza nas tylko sumienie.

– Sumienie, które musi zaakceptować zdradę? – kapłan wstał, spokojnym krokiem przeszedł ku największej z mogił. Spojrzał przed siebie pustym wzrokiem szaleńca – Najpierw wszystko, co mogłem kochać zmieniło się w potwory, monstra i duchy, a potem okazało się, że nie ma sensu dalej walczyć, bo ci za których walczyłem wcale nie byli godni zaufania… Najpierw zdradzono mnie, a potem ja sam zdradziłem  swoje ideały, bratając się z nim – Kren wskazał ręką pół-demona przeglądającego zdobyczne łupy.

Nad zniszczonym opactwem w środku martwej głuszy zapadał zmierzch. Światło bijące od Amaterasu rozjaśniało mrok wokół i rozpraszało nieprzyjemną mgłę. Cienie powoli wypełniały las. Ostatnie czyste życie zgasło tutaj dawno temu. Wiedzieli o tym oboje, podobnie jak oboje zdawali sobie sprawę z tego do czego prowadziła ta cała historia.

– Może masz rację – bogini zaśmiała się sarkastycznie – ani Ciebie ani mnie nie powinno tutaj być. Nie powinniśmy nawet rozmawiać. Tymczasem zdaje się, że jesteśmy na siebie skazani  – Amaterasu wymownie spojrzała na ręce Krena… – Jestem Twoją nemezis, czy tego chcesz czy nie. I niezależnie od tego, co stanie się potem my nie stracimy siebie z oczu.

– To wcale nie taka zła perspektywa – te słowa zaskoczyły boginię – przecież w końcu wiele nas łączy. – Kren spojrzał jej prosto w oczy – Oboje wiemy, jak wiele…

Amaterasu przytaknęła, po czym zaczęła się oddalać, nim jej blask zniknął pochłonięty przez głuchą ciszę martwej nocy odwróciła się i zapytała:

– Dlaczego się mnie boisz?

– Bo wiesz co chcę zrobić, a ja wiem, że mnie nie powstrzymasz.

Jej cień rozpłynął się w powietrzu.