Burzyciel światów

Fruwałem wysoko
Burzyciel światów.
Podcięto mi skrzydła
Tępym nożem.

To budzi nienawiść.
Bo tracę łączność z przeszłością.
Zgubiłem nawet medalik
Pamiątkę ostatnią.

Teraz został w rękach ogień,
by powtórzyły się straszne historie.

A co Ty musisz wiedzieć, by odejść?

Znać prawdę. Tylko.

Pytanie

Wiszą w powietrzu bańki życzeń
I lśnią w ciemności przepowiednie
Przez pustkę płyną próżne żale
I łzy toczone tak bezwiednie

Istnieją wokół wyspy marzeń
I szmaragdowe ich laguny
Wśród biegu niepoznanych zdarzeń
Losów krzyżują się bieguny

To rzeczywistość świata wojny
Zbyt obcych bytów dwóch zderzenie
Gdy przeszłość się obraca w proch
A teraźniejszość w nieistnienie

Nikt nie dopłynie poprzez szkwał
Do tak bezpiecznej tej przystani
Bo okręt, co być arką miał
Roztrzaska się na błędów grani.

I będzie tak

I będzie tak

Bieg rzek zawrócimy
Morza łyżeczką będą przelane
A wiatr wiać przestanie

Powtórzymy te same błędy
Popełnimy te same zbrodnie
Tak samo umrze w nas wszystko

Gdy tylko spróbujemy wrócić

Pożegnanie

A na bal mój ostatni
Tylko zdrajców zaproszę

P.S.
odliczę znów aniołów
by mosty spalić
by wrócić na cmentarze
by za lata odnaleźć umarłą
z rubinem u stóp

[Nie o tym]

Nie chciałem być poetą
Jak Herbert otwierać drzwi bibliotek
Skąd książki skrzydlate niosą
Strofy gładkie niczym dłonie Fortynbrasa

Nie chciałem być poetą
Jak Miłosz niepokornym być i twardym
W samotności pełnym świecie
Nieustannie biegnąc przez swoje Campo di Fiori

Nie chciałem być poetą
Jak Szymborska tabletek szukać na uspokojenie
W proste zaklinać słowa
Mądrości pełne myśli filozofa

Nie chcę być poetą
Nie zaklinam świata w wizje
Otwieram tylko okna a przez nie
Jak gołębie myśli szare lecą prosto w horyzonty

Nie chciałem być poetą.
Zostałem.