Na starym trakcie

Miewał dni, w których czuł się bardzo dziwnie. Dziś był właśnie jeden z takich dni, kiedy jakby wiedział, że wszystko zaraz się skończy, kiedy jego 80 lat doskwierało mu bardziej niż zwykle. Odkładał wówczas lupę i pędzle, schodził z wykopalisk i snuł się bez celu po ulicach Timbuktu. Ciepła Afrykańska noc pachniała żarem mijającego dnia i jakąś dziwną dyskretną wonią starożytnego orientu. Jedyne skojarzenia jakie przychodziły mu teraz do głowy były odległe o kilkadziesiąt lat i wiele tysięcy kilometrów.

Myślał o rosyjskich żołnierzach z czasów II Wojny Światowej, których groby widział wiele lat temu w jednym z wielkopolskich miasteczek. Niewielki wojskowy cmentarz, który wtedy odwiedził zalany światłem ciepłego letniego popołudnia zrobił na nim ogromne wrażenie. Kilkadziesiąt mogił, prostych i niemal identycznych było niemym świadectwem krwawej historii. Toporne betonowe groby kryły w sobie życia czerwonoarmistów poległych w walce z hitlerowcami. Ciała młodych ludzi, z dalekiego wschodu Rosji, którzy polegli i zostali pochowani tysiące kilometrów od domu, gdzieś w spokojnym zakątku środkowej Europy. Spoczywali tam, cisi, prawie bezimienni. Gdyby żyli mieliby wtedy około 80 lat. Na drugim końcu świata zostawili rodziny: siostry, braci i żony, którzy do swojej śmierci czekali na ich powrót. Ale ci nie wrócili. Spoczęli na nieznanej ziemi, wszędzie obcy i wszystkim obcy.

On też się tak czuł. Tutaj, pośród szlaków handlowych, karawan i przemytników czuł się obco. Wiedział, że właśnie tutaj umrze i doskonale zdawał sobie sprawę, że nie zostanie po nim nic poza prostą mogiłą.

Wszystko jest możliwe – myślał kiedyś. Życie to tylko pierwsza z barier. Fizyka newtonowska, einsteinowska, kwantowa – kolejne progi, kolejne drzwi. Tak powinno być, tak chciał widzieć świat, który go otaczał. Jak wielką podróż w nieznane. Przyjechał tutaj wiele lat temu właśnie po to, aby odkryć coś nieznanego, by wydrzeć piaskom Sahary starożytną wiedzę islamu, bogactwo Timbuktu sprzed wieków.

Pewnie młodym radzieckim żołnierzom wojna także wydawała się fascynującą podróżą, gdy przechodzili swój szlak bojowy z trzewi matki Rosji – pomyślał przeotnie. Ale i jego i ich przygoda zaprowadziła w to samo miejsce – do skromnej mogiły na uboczu wydarzeń wielkiego świata. Do przypadkowej śmierci w spokojnym miejscu, o którym zdecydował ślepy los.

Był już stary i zmęczony. Z każdym dniem co raz bardziej. Upływający czas bezlitośnie wysysał z niego siły, a on wciąż szukał swojej wielkiej tajemnicy. Powietrze wypełnił zapach szafranu. Szedł ku niewielkim domkom nieopodal wykopalisk, które właśnie prowadził. Spojrzał na rozgwieżdżone niebo, ono zawsze było dla niego obietnicą, zapowiedzią wielkiego nieznanego i wielkiego odkrycia.

Zszedł do jednego z wykopanych w piasku dołów. Nie dawno odkryli tu fundamenty, prawdopodobnie piętro biblioteki. Pod nim znajdowało się wiele ton piasku i kilka metrów wspaniałej historii. Wiedział, że tam jest wiedza, wiedział, że kiedy odkopią budynek świat otrzyma z powrotem coś wielkiego. Wiedział też, że on tego nie zobaczy.

Usiadł na murku, który kiedyś musiał być zwieńczeniem dachu, wziął do ręki garść piasku, przytulił ją do twarzy.

– To była wielka przygoda – pomyślał, po czym wyszeptał w ciemność – Dziękuję ci Ariadno, dobrze było znać kogoś takiego jak ty.

Puste oczy spoglądały na Mleczną Drogę, która jak zawsze kusiła obietnicą podróży…

Podziel się: