Misja

Kiedy Ortar odzyskał przytomność blady świt wstawał właśnie nad posępnym wrzosowiskiem.  Wokół leżało kilka ciał i fragmenty stalowego kadłuba jego statku, jednak olbrzymiego cielska maszyny nie było nigdzie w pobliżu. Z trudem rozpoznał dwóch oficerów i D’ramor ‚a. Rozszarpane ciała znaczone odrażającymi znamionami wypalonymi jak u niewolników – tyle zostało z dzielnych żołnierzy Gwiezdnej Floty. Jego ręce także znaczyły liczne blizny i dziwne wzory.

Wycieńczony rozbitek rozejrzał się wokoło. Wszechobecne ranne mgły ograniczały widoczność. Cienie igrały gdzieś na granicy wzroku. Przez delikatny świst wiatru przebił się nagle chrzęst metalu. Ktoś odziany w stalowy pancerz powoli wyłaniał się z mgły. Wysoki, postawny mężczyzna szedł pewnie w jego kierunku.

Zbrojny uniósł Ortara z ziemi z łatwością nieprzystającą jego wiekowi. Gdy spojrzał żołnierzowi w oczy słowa popłynęły wprost do jego głowy.

– Tylko ty ocalałeś marynarzu. I ty musisz służyć nam by zamknąć bramę. Zostaniesz oczyszczony i zmierzysz się z tym światem, aby służyć mi i twojemu półmartwemu boskiemu Imperatorowi.

Przez ciało rozbitka przetoczyła się fala energii. Czuł jak potężna moc wytrawia znamiona na skórze, jego umysł przechwycił wszystkie igiełki bólu falami wbijające się w zmęczone ciało. Nagle opadł na ziemię i wyczerpany zaczął tracić przytomność. Nim odpłynął w ciemność zobaczył przelatującą przez nieboskłon gwiazdę o dwóch ogonach.

***

Inkwizytor Amerson powoli podnosił się z bibliotecznej podłogi. Oszołomiony i obolały starał się z całej siły pojąć znaczenie ostatnich wydarzeń. Bogowie z legend starszych niż samo Imperium, tajemnicze szarże Chaosu i w końcu sam Imperator błogosławiący go na kolejną trudną drogę. To nie mógł być zbieg dziwnych wypadków…

Podpierając się i potykając ruszył w kierunku mostka. W uszach dźwięczały mu dwa słowa… Ortar.. Terra…

Podziel się: