Kilka ważnych pytań

Ilekroć patrzymy na bezkres otaczającego nas świata, na płaszcz życia, jakim matka natura otuliła Ziemię, przychodzi nam na myśl jak niewiele znaczymy wobec ogromu Wszechświata. My ludzie jesteśmy tylko iskierką w nieprzemierzonych wiekach historii, a każdy z nas jest jak mrugnięcie oka niezauważone w pędzie dziejów. Jesteśmy tylko malutkimi ziarenkami piasku w ogromnej klepsydrze czasu.

Idąc za tą myślą pytamy: dlaczego tak bardzo przywiązujemy się do tego życia? Pędząca przed siebie przestrzeń czasu nie pozostawia nam przecież złudzeń. A mimo to krzyczymy “Non omnis moriar” (łac. “Nie wszystek umrę”) – czy więc ów mędrzec Horacy miałby być głupcem? Gdzie miejsce dla Chrystusa – ”Ja jestem drogą, prawdą i Życiem” – cóż znaczyłyby te słowa, gdyby człowiek tak po prostu umierał? Poszukując istoty bytu stajemy przed odwiecznym paradoksem: martwego ciała poddanego władzy czasu i ducha, który wbrew bytowi pozostaje nieśmiertelny.

Czy jednak powinniśmy szukać? Nie słuszniej było by powtórzyć Diogenejską maksymę: “Nie staraj się zrozumieć wszystkiego, bo wszystko stanie się niezrozumiałe”? Czy odpowiedź, której tak rozpaczliwie pragnie człowiek, ów laur poznania, po który biegnie przez niezmierzone wieki swojego istnienia, nie okaże się jego przekleństwem? Czy znów zbyt wielka wiedza nie ściągnie na niego zagłady?

Świat jednak mówi: “Myśl!!!”, a ludzka istota znów na przekór wszystkiemu pyta i żąda odpowiedzi. Czym więc jest ów byt, czym jest życie? Czy idąc za Z. Herbertem w wierszu “Przesłanie Pana Cogito” powiemy: “(…) ocalałeś nie po to by żyć, (…) trzeba dać świadectwo”, sprowadzając istotę naszej egzystencji tylko do konieczności pozostawienia po sobie jakiegoś dowodu, pozwalającego powiedzieć: nie zmarnowałem mojego czasu?

Może jednak znów wsłuchamy się w mądrość Horacego mówiącego “Carpe diem”. Widzimy wówczas człowieka niepatrzącego na czas, nieszukającego rozpaczliwie zegarka, który tak naprawdę odmierza jedynie sekundy do jego śmierci… Stajemy na przeciw niczym nieskrępowanej istoty, nieczekającej końca, czerpiącej z życia pełną garścią, trwającej jednak nieruchomo, bez przemyśleń w potoku mijających ją wydarzeń.

Z każdej perspektywy darowany nam kawałek historii wygląda zupełnie inaczej, tak jak owo Szekspirowskie “Być albo nie być”, które staje się nierozwikłaną zagadką, gdy zaraz po nim spytamy po prostu “czym?”.

Ludzie myślą, mijają wieki…Jedni mówią – jesteś wieczny, inni – jesteś niczym. Którzy mają rację?

Czy możliwe jest, by po całej naszej mądrości, ogromie dokonanych czynów, niespisanym rachunku rozpoczętych i niezakończonych spraw pozostała tylko ciemna, zimna mogiła? Pytamy, czy człowiek rzeczywiście jest częścią owego Uniwersum tworzonego przez czas i przestrzeń, w którym wszystko jest w nieustannym ruchu? Jeżeli tak, to nie może po prostu zniknąć, z chwilą jego fizycznej śmierci ścieżka jego bytu nie może się skończyć. To rodzi jednak kolejne pytania: co stało się z tymi, którzy umarli? Jeżeli czas jest nie odwracalny, to gdzie przeniesiono ich egzystencję skoro nie ma ich z nami?

“Wszystkie rzeczy mają swój czas, a swym zamierzonym biegiem przemija wszystko pod słońcem”(Koh 1,3)… Przemijanie” – słowo, którego tak boi się ludzkość, a przecież nawet Bóg mówi “Prochem jesteś i w proch się obrócisz”(Rdz 3,19). Patrząc na świat materialny i widzimy ostateczny koniec; spoglądamy na nasze życie, na ducha i nie chcemy wierzyć, że owe kilkadziesiąt lat darowane nam na Ziemi jest całą naszą drogą, spuścizną, majątkiem.

Każde nowe pytanie burzy porządek, który stworzyły odpowiedzi na poprzednie, każde jest nową drogą, rozwiązaniem a jednak żadne nie prowadzi do poznania….

Te rozważania kończy najważniejsze chyba pytanie: gdzie w takim razie jest koniec? Czy byt skazany jest na wieczną tułaczkę w błędnym kole czasu i przestrzeni, czy jest jedynie niezauważalnym jak iskra mgnieniem rozbłyskującym i gasnącym w jednej krótkiej, nic nieznaczącej chwili? Najlepiej podsumować te rozmyślania podążając za słowami C.Swinburne’a z wiersza “Dolores”: “(…) Jedna rzecz jest tak pewna jak zgon. My zmienimy się i rzeczy drogie nam zbledną, Tak jak już zbladły nie raz, Znikną jak piana na wodzie, Jak na brzegu piach.(…)”

Podziel się: