Kaukaska noc

Noc pośród kaukaskich szczytów zapadała szybko. Letnie burze, które przetoczyły się nad górami, sprawiły, że powietrze było rześkie, zupełnie inne niż podczas zalanego upalnym słońcem pełnego kurzu dnia. Piotr przyzwyczaił się już do dziwnego dualizmu tutejszej aury – żaru dnia i przejmującego chłodu nocy, w którym od wieków żyli tutejsi mieszkańcy.
Obudził się właśnie, kiedy powiadomiono go, że od północy zbliża się wojskowy śmigłowiec. Czarna maszyna nie nosiła żadnych oznaczeń. Zgromadzeni na przyczółkach Talibowie przygotowywali się do zestrzelenia intruza, jednak Piotr kazał im czekać. Kiedy tylko maszyna wylądowała i wysiadła z niej młoda kobieta odziana w czarne futro twarz mężczyzny rozpromieniła się.
– Witaj Seleno
– Witaj Pietia, ile to już lat? Trzydzieści?

– Bez mała. – dał znać ludziom, że mogą się rozejść, a wojskowa maszyna odleciała. – Miło mi gościć cię w moich progach.
Chwycił kobietę pod rękę i wskazał kierunek spaceru. Nie opierała się. Rozmawiali chwilę o podróży, tutejszych krajobrazach i pogodzie. Kiedy oddalili się od prowizorycznego lądowiska Piotr zatrzymał się i spojrzał w kierunku równiny u podnóża gór.
– Chciałbym wrócić na morze, wiesz?
– Po tym wszystkim, co nas tam spotkało?
Stali właśnie u stóp afgańskich gór, gdzieś na północ od Dżalalabadu. Nangahar przywitał ich chłodem, tak przyjemnym po palącym dniu. Delikatny wiatr owiewał im twarze.
– Spotkało? Mówisz tak, jakby było coś złego. – młody człowiek o długich czarnych włosach i rysach wikinga wymienił ukłon z przechodzącym obok wartownikiem o śniadej cerze.
– A nie było? Przecież straciłam tam całą trzodę, Piotr.
– Ale zyskałaś mnie – mężczyzna uśmiechnął się delikatnie.
– Tak, tylko doskonale wiesz, że 3800 metrów pod powierzchnią Atlantyku spoczęło aż nazbyt wiele tajemnic. – młoda kobieta poprawiła czarny płaszcz ze lśniącego futra, odgarnęła włosy i otarła łzę z policzka.
– Które ty cały czas chcesz odzyskać Seleno. – Piotr spojrzał na kobietę z ukosa. W zimnym świetle księżyca jego twarz wydała się dziwnie surowa. Nie pasował kaukaskiej scenerii. Wśród ogorzałych, ciemnoskórych Talibów, ze swoją bladą nordycką cerą wyglądał wręcz dziwnie.
– Każdy ma jakieś obsesje. Ty także.
– Moja obsesja to nieznane. Nigdy nie umiałem z niego zrezygnować, zawsze jednak wiedziałem, że przyniesie mi to kłopoty. Nawet wtedy, kiedy mieliśmy spotkać się na praskim cmentarzu w Roku Komety.
– Ale jednak przyszedłeś.
– Owszem – Piotr rozejrzał się z roztargnieniem po okolicy – Wówczas nie wiedziałem kim jesteście. Spotkaliśmy się przy grobie Jehudy Loewe jako Iluminaci, a ja byłem zwykłym matematykiem.
– Więc, co cię wtedy skłoniło do przyjścia?
– To długa historia.
– Mam czas – Selena uśmiechnęła się delikatnie.

***

Noc 4 lipca 1910 roku była duszna i przytłaczająca. Tak przynajmniej zapamiętał ją Piotr Aleksandrowicz Gorianov, rosyjski matematyk wysłany na stypendium do Wiednia, który właśnie zastanawiał się, co tak naprawdę skusiło go, by udać się w kilkugodzinną podróż do Pragi na spotkanie, które wcale mogło się nie odbyć.
Idąc pustymi o tej godzinie ulicami młody student szybko przyznał się sam przed sobą dlaczego jest teraz tu, a nie w swoim wiedeńskim mieszkanku. Powody były dwa. Jeden miał na imię Selena, drugim była propozycja, jaką złożyła mu ta piękna doktorantka wydziału matematyki wiedeńskiego uniwersytetu. Propozycja spotkania z ludźmi, którzy wiedzieli wiele o projekcie „Odrodzenie”.

***

– Czyli to ja byłam jednym z powodów? – Selena nie kryła rozbawienia – znamy się ponad 100 lat, a ty nie przestajesz mnie zaskakiwać Pietia.
Minęli linię zasieków u stóp jednego ze wzgórz. Partyzanckie umocnienia w tym rejonie były bardzo silne. Nic dziwnego, przetrwały najazd sowiecki i amerykański, a miejscowe podania głosiły, że broniono się tutaj już przed atakami wojsk Aleksandra Wielkiego. Dwójka spacerowiczów weszła do jaskini i zagłębiła się w sieć tuneli wydrążonych w zboczu góry.
– Nieźle się tutaj urządziłeś – odezwała się kobieta
– To nie ja. Zastałem już to miejsce, kiedy przybyłem tutaj z Armią Czerwoną. Nie wiem, kto wydrążył te tunele. Wyglądają na bardzo stare, a część z nich jeszcze nie jest zbadana. Ale góra daje schronienie lepsze, niż nie jeden schron. I jest idealna do moich badań.
– A więc cały czas szukasz? – głos Seleny pełen był dziwnego podziwu…

***

Myśli Piotra Aleksandrowicza od dłuższego czasu oprócz matematyki zaprzątała jedna kwestia – projekt „Odrodzenie”. Młody matematyk miał niejasne przeczucie, że za nazwą, którą odnalazł w dzienniku swojego zaginionego wiele lat temu dziadka kryje się coś więcej niż tylko jedna z jego literackich fantazji.
Dlatego, kiedy nieopatrznie wymienił tę nazwę w jednej z rozmów z nowo poznaną dziewczyną, Seleną von Teschen, a ona stwierdziła, że może go umówić z kimś kto wie coś na ten temat nie wahał się ani chwili.
I tak znalazł się tutaj – w środku nocy na jednej z praskich uliczek, gotów zaryzykować własne życie – z jednej strony dla pięknej arystokratki, z drugiej zaś dla niejasnego przeczucia, które budziła w nim nazwa „projekt <<Odrodzenie>>”

***

– Oczywiście, że szukam. W końcu takie zadanie wyznaczyła mi Rada. Ale nie zapominaj, że Odrodzenie to nie jedyna rzecz, którą się zajmuję moja droga.
Piotr wprowadził Selenę do wielkiej podziemnej sali. Pomieszczenie wyciosane w litej skale już na pierwszy rzut oka wyglądało na kilkusetletnie. Wysokie na kilka metrów ściany zdobiły posągi żołnierzy odzianych w napierśniki z cesarskimi insygniami, a gdzieniegdzie widać było miejsca poczerniałe od tlących się tu wiekami pochodni.
Salę wypełniały wojskowe meble. Pośród stołów z mapami i desek kreślarskich stały szafy komputerowe, migały lampki sterowni, świeciły dziesiątki monitorów. Za jednymi z drzwi w ścianach sali cicho mruczał generator.
– Jak udało Ci się to wszystko utrzymać w tajemnicy – Selena rozglądała się łapczywie po sali. Sama była naukowcem, badaczem… Matematykiem… Tak wyposażona pracownia budziła u niej nieukrywany podziw.
– Rosjan łatwo dało się przekupić, znalazłem to miejsce przypadkiem – przeglądając satelitarne spektrogramy. A potem wystarczyło przekonać kilku wojskowych, że to niepotrzebna jaskinia i jakoś poszło.
– A miejscowi?
– Miejscowi boją się tego miejsca. Uważają je za przeklęte. Mnie traktowali jak dziwaka. Ale kiedy przekonali się, że nie jestem amerykańskim ani rosyjskim szpiclem a do tego wsparłem ich finansowo zyskałem sobie ich przychylność. No i oswoiłem tę górę. Teraz służy im za przyczółek, i wierzą, że kontroluję zło, które w niej siedzi.
– A mieszka tutaj jakieś zło? – kobieta z zaciekawieniem przyglądała się ścianom komnaty
– Nie wiem. Nic na to nie wskazuje. To miejsce jest dziwne – zdecydowanie, kiedyś musiało być świątynią czy czymś w tym rodzaju, ale nie ma tutaj żadnej mocy.
Selena zatrzymała się na chwilę przy zgromadzonej w pomieszczeniu elektronice. Urodziła się i wychowała jeszcze w dobie Eulera, przeżyła Gaussa i Boole’a, Łobaczewskiego i Einsteina, a teraz pracowała z cudami techniki takimi, jak te tutaj. Tylko jedno pozostało niezmienne – miejsce matematyki w jej życiu…
– Nad czym teraz pracujesz Pietia? – spytała podchodząc do ustawionych przy jednej ze ścian monitorów
– Nad równaniami pomocniczymi dla transformacji funkcji falowej w inny sposób niż podany przez Borna
– Chcesz określić gęstość prawdopodobieństwa nie korzystając z kwadratu równania Schrödingera? – kobieta wydawała się bardzo zainteresowana
– Tak – Piotr podszedł do ekranów i wydał kilka poleceń z klawiatury – jak widzisz, w tej chwili modeluję to dla jednowymiarowej przestrzeni, korzystam z grida, to co jest tutaj, to tylko węzeł sterujący. Wyniki są obiecujące.
– Widzę – Selena analizowała rzędy cyfr i wykresy – tylko po co Ci to? Czyżby tutaj leżał klucz do Odrodzenia ?

***

Kiedy Piotr Aleksandrowicz dotarł na praski cmentarz żydowski pierwsze błyskawice rozjaśniały niebo. Nekropolia nie była duża, za to gęsto usiana nagrobkami, co bardzo utrudniało mu orientację w terenie. Po kilku minutach błąkania się dostrzegł grupę postaci. Czworo lub pięcioro zakapturzonych ludzi stało przy jednym z okazalszych pomników w tej części cmentarza, zdawało mu się, że milczą, dopiero kiedy podszedł bliżej usłyszał szepty, jakby urywane zdania.
Selena, która pojawiła się znikąd, zaskoczyła młodego matematyka, omal nie krzyknął, kiedy wyszła mu na spotkanie. Dziewczyna uciszyła go gestem dłoni i zaprowadziła do zgromadzenia. Postacie odwróciły się. Poza nim i dziewczyną zebranych było jeszcze czterech, troje mężczyzn i kobieta.
– Witaj Piotrze – odezwał się najstarszy ze zgromadzonych. Człowiek południowej urody, z długą siwą brodą – Doszły nas wieści, że poszukujesz informacji o „Odrodzeniu”
Matematyk skinął głową. Zaskoczony nieco bezpośredniością powitania przedstawił się zebranym ponownie i opowiedział o swoich poszukiwaniach związanych z jedną z dziadkowych tajemnic.
Zgromadzenie wysłuchało go, następnie jeden z zebranych gestem udzielił głosu Selenie
– Piotrze, twoja wiedza i zapał bardzo mogą nam się przydać, bowiem i nam zależy na wyjaśnieniu tajemnicy „Odrodzenia”, jednak zanim przekażemy to, co zdołaliśmy ustalić poddamy cię próbie

***

– Tego nie wiem Seleno. Cały czas szukam zależności według której zbudowano klucz Odrodzenia, a równanie Schrödingera jest jedną z najdoskonalszych zależności matematycznych.
– Zaraz po wzorze Eulera.
– Owszem, ale on nie działa. Sprawdziłem to na wszystkie sposoby. Gdyby rozwiązanie było takie proste, to Rada nie powierzała by tego mnie.
– I pewnie nie byłbyś tak szanowany pomimo życia na tym odludziu – dodała Selena z przekąsem. – Ani nie trzymano by cię na tak krótkiej smyczy – pomyślała.
– Coś w tym jest, ale myślę, że nie tylko matematyka i Odrodzenie to rzeczy, z których jestem znany.
– A cóż jeszcze? – kobieta oderwała się od monitorów, a Piotr gestem wskazał jej jedne z drzwi w ścianie jaskini.
Weszli do jego prywatnego pokoju. Średnich rozmiarów pomieszczenie urządzone było, podobnie jak reszta siedziby, w wojskowym stylu. Duże biurko prawie w całości zajmowały monitory, klawiatury i sterty kartek. Stojąca przy jednej ze ścian biblioteczka pasowała do atmosfery pokoju, jednak jej zawartość wprawiłaby wnikliwego obserwatora w zakłopotanie, półki wypełniały bowiem liczne książki o demonach, diabłach i pradawnych wierzeniach.
Całość uzupełniał wielki kamienny sarkofag. Proste pudło bez zdobień, w żaden sposób nie przykuwało uwagi, jednak każde kolejne spojrzenie na nie ujawniało niepokojące szczegóły. Podwójne ściany, masywne haki od wewnątrz pokrywy czy też liczne przełączniki i panele pod nią nie pasowały do prostoty wykonanej pozornie od niechcenia kamiennej trumny.
Piotr zaprosił Selenę do jednego z pulpitów z mapami. Czerwone pineski znaczyły wiele Europejskich i Amerykańskich miast. Warszawa, Paryż, Londyn a nawet Praga czy Ryga.
– To jakieś Twojej dzieło? – kobieta nie mogła połączyć mapy z niczym konkretnym.
– To nie jest moje dzieło. Raczej efekt mojej inspiracji. Pineski to ogniska największego oporu przeciwko ACTA.
– Anonymous?
– Tak. Pamiętasz, że już wiele lat temu chodziła mi po głowie jedna myśl – chciałem stworzyć idealną tajną organizację. Teraz mi się to udało. Moi Anonimowi są wszędzie. Na tym polega nasza siła. Każdy może być Anonymus i dlatego tak naprawdę nie wiadomo kto nim jest. W Internecie krążą tysiące filmów, notek i pogłosek, których nikt nie jest w stanie zidentyfikować. Ja mogę kierować tym wszystkim z miejsca, gdzie nikt mnie nie szuka. A do tego nawet nie kieruję organizacją, bo ona tak naprawdę nie istnieje. Po prostu inspiruję działania grup i ludzi, i dbam o to, żeby się uzupełniały i prowadziły we właściwym kierunku.
– Właściwym dla ciebie?
– Jasne
– Czyli postępujesz z nimi dokładnie tak, jak my postąpiliśmy z tobą.

***
Selena von Teschen od początku wiedziała, że Piotr Aleksandrowicz jest tym, kogo potrzebują. Rada od wielu lat nalegała na wiedeńską koterię matematyczną aby ta rozwikłała sprawę manuskryptu „Odrodzenie”, jednak Spokrewnionym brakowało otwartości i świeżości śmiertelnych. A Pietia nie dość, że był matematykiem, do tego niesamowicie inteligentnym to jeszcze znał, choć pobieżnie, sprawę manuskryptu.
Było to cenne połączenie, które dawało nadzieję na popchnięcie sprawy do przodu, zwłaszcza, że w pięćdziesiąt lat po odnalezieniu „Odrodzenia” nadal nie było nawet wiadomo, co może ono zawierać. Tajemniczy tekst, na który natrafiono podczas wykopalisk w poszukiwaniu biblioteki aleksandryjskiej, zanim przeszedł w ręce Rodziny, stał się popularny wśród ludzi. Stanowił zagadkę, ponieważ zawierał jedynie cyfry, a na osobnej kartce zamieszczono ciąg znaków z adnotacją w grece, że jest to klucz od odczytania tekstu.
Selena doskonale pamiętała historię odkrycia manuskryptu, który dla nieśmiertelnych stanowił jedynie ciekawostkę, do momentu, kiedy któryś z członków Rady nie odczytał magicznych inskrypcji na tekście, głoszących, że odszyfrowane „Odrodzenie” opisuje, jak przywrócić do pełnej chwały Baala. Od tej pory manuskrypt trafił do Rady, do Wiednia, a Rodzina wyłapywała każdego, kto mógłby cokolwiek wiedzieć o „Odrodzeniu” lub pomóc w rozwiązaniu jego zagadki.

***

Piotr spojrzał gniewnie na Selenę, po czym przeniósł wzrok na jedno ze zdjęć stojących na biurku. Fotografia przedstawiała drobną dziewczynę o czarnych włosach i brązowych oczach ubraną w policyjny strój.
– Nie tylko wy zabawiliście się w manipulację mną – mruknął pod nosem.
– No tak, zapomniałam o tej twojej Hannah.
– Ona już nie jest moja. Zresztą, tak naprawdę nigdy nie była. – Piotr zamyślił się na chwilę. Mimo upływu lat doskonale pamiętał Hannah, młodą, piękną i zafascynowaną tym, co robił… do czasu. Potem nad ich związkiem górę wzięła polityka i rozkazy.

***

Mijała właśnie połowa XX wieku, kiedy Piotr poznał Hannah. Dla większości pojawiła się w mieście znikąd, ale z tego, co udało mu się ustalić przybyła z tyrolskich prowincji na zaproszenie szeryfa Wiednia i od razu została jego prawą ręką.
Poznali się na wielkim spotkaniu wiedeńskich koterii – balu u ambasadora rosyjskiego. Dla Europy nadchodziły ciężkie dni, skończyła się wojna i zaczął niespokojny czas nowego porządku, a Rada i szeryf chcieli zabezpieczyć Wiedeń przed wichrami zmian, które mogły być niebezpieczne dla wszystkich.
Piotra w ogóle nie miało być na tym balu. I może lepiej, żeby się tam nie pojawił – myślał po latach. Przybył na polecenie Rady, krótko po powrocie z rejsu do Tunezji. Miał się z nią spotkać tylko służbowo, nie pamiętał kiedy i dlaczego zaiskrzyło pomiędzy nimi. Ich związek był krótki i burzliwy, pełen namiętności i życia, ale teraz ważne było jedynie to, że kiedy Szeryf popadł w niełaskę Rady Hannah uznała Piotra za winnego całej sprawy i wydała na niego wyrok.

***

– Nadal chce ci odebrać badania? – Selena wydawała się zaniepokojona
– Tak, ale tutaj jej wpływy nie sięgają. Nie bój się. Rada i ja zadbaliśmy o odpowiednie zabezpieczenie wszystkiego. Poza tym to ja jestem kluczem do odszyfrowania moich dotychczasowych sukcesów. Problem w tym, że ona nie spocznie póki czegoś nie zrobi z Odrodzeniem. Nie wiem tylko, co mogłaby chcieć z nim zrobić.
– Kolejnym problemem jest to, że ty nie jesteś przed nią zabezpieczony.
– Masz rację. Nigdy nie uwolnię się od tych kasztanowych oczu. – Piotr usiadł ciężko na wielkim krześle przed biurkiem. Od rozstania z Hannah minęły lata, doskonale zdawał sobie sprawę, że ma w niej wroga, niebezpiecznego i zdeterminowanego wroga. Mimo tego wiedział, że wystarczy jeden telefon od niej, czy wiadomość, a wszystko, co do niej czuł wybuchnie na nowo, ze dwojoną siłą. Bał się tego. – Ale, jak się zdaje, Ty też nie możesz uwolnić się od cieni przeszłości Seleno.
– Oj, nie przesadzaj. To naprawdę stara sprawa. Nie mam żalu do Wiktorii, ona do mnie też nie.
– Nie wierzę Seleno. Znam Wiktorię równie dobrze jak ty i oboje wiemy, że ona nie zapomina i nie wybacza.
– Ale musi w końcu zrozumieć, że dobrze się stało. Zresztą, chyba wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że dla Rodziny lepiej, że zostałeś czarodziejem, niż błaznem. Rada poparła moją decyzję i w razie czego stanie w mojej obronie.
– Ale Wiktoria ma wpływy. Powinnaś o tym wiedzieć. Może nie tutaj i nie w Wiedniu, ale w Hanacie ma wielu znajomych. Wpływowych znajomych. Poza tym ma ten sam problem, jaki ja mam z Hannah.
– Była w tobie zakochana? Wydaje ci się. Ona nie potrafi nikogo prawdziwie kochać, to tylko teatralne zagrania z jej strony.
– W takim razie musi być mocno zdeterminowana, żeby zagrać w nim główną rolę, skoro nie znudziła się tą zabawą przez ponad wiek.
Noc mijała spokojnie. Wnętrze góry całkowicie izolowało ich od świata. Rozmawiali otoczeni wyłącznie chłodnym, wilgotnym powietrzem z głębi wiekowej skały i delikatnym szumem dobiegającym z układów chłodzenia w głównej sali.
Piotr cały czas zastanawiał się czemu tak naprawdę zawdzięcza wizytę Seleny. Stanowiło dla niego zagadkę dlaczego zdecydowała się zadać sobie trud i przylecieć tutaj z Wiednia. W końcu, gdyby chodziło o zwykłe wezwanie Rada mogłaby skontaktować się z nim inaczej.
Koniec końców, skonstatował mężczyzna, dobrze się stało, że ktoś go odwiedził. Miło powspominać czasami stare dzieje, a może przy okazji dowiedzieć się czegoś interesującego.
Spojrzał na Selenę przechadzającą się po jego prywatnym pokoju. Zachowywała się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Oglądała zdjęcia, przerzucała papiery. Pozwalał jej na to. Znali się bardzo dobrze, poza tym łączyła ich krew. Nie było sensu ukrywać przed nią codziennych spraw, a póki kobieta nie zdawała sobie sprawy z jednego ważnego szczegółu wszystko było bezpieczne…

***
Kiedy Piotr Aleksandrowicz związał się z Radą zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Zarówno „Odrodzenie”, jak i on sam byli dla Rady na tyle ważni, że musiał podlegać ścisłej kontroli. Zgodził się na to w zamian za przywilej wolnego życia – nigdy nie mieszkał w Wiedniu. Najpierw pływał z carską i radziecką flotą po morzach i oceanach całego świata (co pozwoliło mu rozwinąć wiele cennych zdolności) a następnie osiadł w Afganistanie, gdzie pod opieką Rady mógł w spokoju prowadzić badania.
Jednak Piotr Aleksandrowicz nie był głupi. Wiedział, że choć więzy dają mu cenny protektorat i tak pożądany święty spokój to są także ogromnym niebezpieczeństwem dla najcenniejszego dobra, jakie posiadał – wiedzy. To właśnie stąd zrodziła się idea stworzenia idealnej tajnej organizacji. Stowarzyszenia śmiertelników, które pozwoliłoby mu niepostrzeżenie budować swoje wpływy i nieświadomie przechowałoby tę część jego dokonań, którą nie chciałby dzielić się z Radą.
Owocem tej idei byli właśnie Anonymous – żywy grid, węzeł ludzkich umysłów, z których każdy przechowywał nieświadomie cząstkę wiedzy Piotra. Odtwarzalny, replikowalny, odporny na wykrycie i uszkodzenie.

***

Dla członków Rodziny, których znał Anonymous, stanowili jedynie ciekawostkę. Ot, dziwną zabawę delikatnie szalonego czarodzieja, za jakiego był uważany. I tak miało pozostać…
Nagle Selena zatrzymała się przed jednym ze zdjęć przypiętych do magnetycznej tablicy. Przypatrywała mu się przez chwilę.
– Nie wiedziałam, że bawisz się w nocnych klubach. I to gdzieś w Tajlandii.
– To nie ja – warknął Piotr
– W takim razie kto? Wygląda prawie jak ty.
– Mój najnowszy kłopot. Przeczucie mówi mi, że to jakieś dzieło Wiktorii – Spokrewniony z błaznów. Rozbija się po całej Azji robiąc jarmarczne zamieszanie.
– Chyba nie stanowi zagrożenia – kobieta spojrzała na zdjęcie z wyrazem politowania na twarzy
– Zagrożenia nie, ale kto wie, co tak naprawdę chodzi mu po głowie… albo jakie ma rozkazy.
– Postaram się mieć go na oku dla ciebie.
Selena miała słabość do Piotra. Wiedział o tym. Nie była ckliwa, ale rzadko odmawiała mu pomocy, a czasami zdawało się, że pomaga mu z ponadprzeciętną estymą. Zapewne aby zamanifestować łączące ich zależności i jeszcze bardziej zirytować Wiktorię. Piotr wiedział, jak obie kobiety się nienawidzą i nigdy nie wierzył w powtarzane jak mantra przez Selenę deklaracje o wzajemnym pojednaniu i wybaczeniu. W końcu gdyby nie przypadek, to nie z Seleną byłby związany.

***

Rok 1912 zapowiadał się dla Piotra Aleksandrowicza niezwykle ciekawie. Nie dość, że tego właśnie roku kończył studia, to wiedział coraz więcej o tym, czym jest „Odrodzenie” i niebawem miał zostać dopuszczony do prac nad samym kluczem. Zwieńczeniem radosnych niespodzianek była propozycja Seleny, aby udał się, jako jej opiekun, na bostońską konferencję matematyczną organizowaną w maju.
Propozycja była tyleż kusząca, co niebezpieczna, ponieważ od kiedy młody matematyk zaczął zacieśniać więzi z poznanymi na praskim cmentarzu osobistościami związany był z inną kobietą – Wiktorią. Ta wiedeńska śpiewaczka operetkowa o ślicznych południowych rysach była uosobieniem jego marzeń o kobiecie. Bujne włosy, kształtne piersi i duże ciemne oczy – ona miała to wszystko. Niestety, miała też jedną wadę – była zazdrosna. Szczególnie o Selenę, z którą Piotr pracował nad „Odrodzeniem”. W końcu jednak, niejako niezależnie od starań matematyka o pozwolenie Wiktorii na wyjazd, zapadła decyzja, że będzie towarzyszył Selenie. I tak 10 kwietnia 1912 roku Piotr Aleksandrowicz stawił się w Southampton ze swym ładunkiem i zaokrętował w pierwszej klasie RMS Titanic.
Dziś powszechnie znana historia statku nie budzi już emocji. Ale wówczas, gdy cud ówczesnej techniki szedł na dno pośrodku bezkresnego morza, wszystkim wydawało się, że to największa tragedia w dziejach. Również Piotrowi, którego od śmierci w trzewiach statku uratowała Selena. Uratowała wlewając śmierć w jego żyły

***

Choć w izolowanej od świata jaskini nie dało się wyczuć upływu czasu, oboje wiedzieli, że zbliża się świt.
– Chyba pora się zbierać – stwierdziła z roztargnieniem Selena
– Powiesz mi jaki jest powód twoich odwiedzin?
– Nie domyślasz się? – rozbawiona kobieta zalotnie zamrugała oczami – Rada Czterech chce Cię widzieć w Wiedniu. Przekazuję zaproszenie, a przy okazji zapraszam do mnie w gościnę.
– Pojawię się. Jak zawsze. Ale nie wierzę, że chciało ci się fatygować przez pół świata dla takiej błahostki. Oboje wiemy, że rada może wezwać mnie na wiele prostszych sposobów.
Selena przysunęła się do Piotra, usiadła na biurku i spojrzała mu prosto w oczy.
– Wiem, kto może mieć informacje, które mogą pomóc nam rozwiązać sprawę „Odrodzenia”
– To dlaczego nie spotkałaś się ze mną w Wiedniu?
– Bo nie chcę, żeby dowiedziała się o tym Rada. A tutaj jest dość daleko, żeby spokojnie ci to przekazać. – Selena mówiła szeptem, konspiracyjnie rozglądając się po pomieszczeniu – Musisz odszukać Alexa. Powinien być w Anglii. Powiedz mu, że to ja cię przysłałam. On dużo wie. I ma do mnie słabość – kobieta uśmiechnęła się delikatnie – Tymczasem, na mnie już naprawdę pora. Niebawem świt.
Piotr wyprowadził ją na zewnątrz, wojskowy śmigłowiec wylądował miękko na skalnej półce. Młoda kobieta pocałowała go w policzek i uśmiechnęła się ciepło. Wsiadła do maszyny i odleciała w ciemną afgańską noc.

Podziel się: