Inkwizytor

Kren przewrócił się na drugi bok. Miał dość tej wyspy – denerwujących towarzyszy, czartów w starych magicznych wieżach i postrzelonych wieśniaków. Co raz lepiej rozumiał dlaczego żaden z poprzednich Mnichów Drogi nie ukończył swojego zadania. Świat poza murami klasztoru w Roanie był bardziej niebezpieczny niż ktokolwiek mógł przypuszczać.

Na domiar złego szalona podróż Krena w egzotycznym towarzystwie półdemona coraz bardziej odbiegała od wyznaczonego mu celu. Byli w drodze już wiele dni, a on zdobył tylko jedną z roślin i to, o ironio, właśnie na tej przeklętej wyspie.

Jego rozmyślania przerwał cichy trzask. Tylko upiorna nocna pozwoliła kapłanowi usłyszeć ten dźwięk, a tuż po nim świst lecącego kamienia. Niewielki polny otoczak obwiązany kartką wpadł przez okno chaty zajmowanej przez Krena. Kapłan wyjrzał na zewnątrz, jednak posłaniec musiał już zniknąć skryty w leśnej gęstwinie.

Od razu rozpoznał zawinięty wokół kamienia pergamin – lekko zielonkawy, wyrabiany z włókien timaru przez jego współbraci. Spotkajmy się za 20 minut. Na plaży. – krótki komunikat napisano starannymi literami zakonnego skryby. Żadnego podpisu. Tylko srebrny liść – znak bractwa. Zaskoczony Kren odruchowo przyodział zbroję i ruszył w kierunku pobliskiej plaży.

W świetle księżyca piasek wydawał się upiornie blady. Zewsząd otaczała go cisza i pustka plaży.

– Kren? – niepewne pytanie za jego plecami niemal przyprawiło go o zawał. Odwrócił się najszybciej jak umiał. Jego rozmówca ukrywał się pod długim szarym płaszczem spiętym broszą bractwa. Był drobny i przygarbiony.

– Ty jesteś Kren? Mnich Drogi? – pytanie padło z głębi kaptura

– Zależy kto pyta?

– To nie jest ważne. Mam dla ciebie tylko złe wieści. Roan zrównano z ziemią, a klasztor zapieczętowano. Nikt nie przeżył.

Mężczyzna odczekał chwilę, po czym wyciągnął zawiniątko.

– Oto klucz do pieczęci i list. Nie wiem, co w nim napisano. Błagam, nie proś mnie o nic więcej, nie mogę… Nie mogę powiedzieć. Daj odejść – głos posłańca ucichł.

– Dobrze – mruknął odruchowo zaskoczony kapłan.

W tej samej chwili płaszcz opadł na piasek przy akompaniamencie uderzających o siebie kości. Kiedy Kren odgarnął poły płaszcza ujrzał pod nim resztki szkieletu i pogruchotaną obuchem czaszkę. Zawinął kości w odzienie, poczym pogrzebał je w pobliskim zagajniku. Nawet anonimowemu posłańcowi należał się pochówek.

Wróciwszy do domu rozwinął podarunek. Znalazł w nim kopertę – z tego samego zielonkawego papieru oraz pierścień w kształcie srebrnego liścia. Otworzył pachnący magią list…

Krenie,

Jeżeli czytasz te słowa, to znaczy, że zaklęcie, które z mojego truchła uczyniło posłańca zadziałało.

Trudno mi wytłumaczyć wydarzenia ostatniej nocy. Pod murami klasztoru stanęli kościelni żołnierze i zażądali wydania całego naszego archiwum. Sam wiesz, dlaczego nie mogłem tego uczynić.

Obronilibyśmy się. Niestety, ktoś z nas zdradził – wpuścił wrogów w nasze progi. Wioskę zniszczono, a ja musiałem skorzystać z ostatniej mojej mocy. Pieczęcie zamknięto a wraz z nimi umarło wszystko wewnątrz klasztoru. Teraz może dostać się tam jedynie ten, kto ma pierścień. Archiwa są bezpieczne. Na razie. Ty jednak musisz dowiedzieć się, kto nas zdradził i dlaczego. Generał zakonu wie o wszystkim.

W najbliższym mieście spotka cię jego posłaniec. Dostąpisz ogromnego zaszczytu – zostaniesz inkwizytorem. Odtąd Twoja misja się skomplikuje. Będziesz musiał rozwiązać tę sprawę, na twoich barkach spocznie także tropienie zła wśród mieszkańców i zakonów tego świata.

Wierzę, że podołasz. Więcej powiedzą ci żyjący.

Wierny w Bogu

J. M. Joanus Birgnom

Na niewielką kartkę spadła łza. Pierwsza od śmierci jego rodziców.

Podziel się: