Gdy niszczysz przeszłość

Jest coś w paleniu pamiątek… Coś podobnego do podniecenia. Oto bowiem stajemy się panami, bezwzględnymi lub płaczliwymi, hegemonicznymi. Każdy z nas jest wtedy tyranem swojego własnego świata, z mocą równą Bogu, i choć niszczy ona a nie tworzy, to jednak bycie swoistą odmianą demiurga – jego lichszym, zakompleksionym podgatunkiem – pociąga za sobą nieodpartą wręcz pokusę działania.

Stajemy przed wrotami naszego życia napawając się upojną świadomością, iż zaraz zamkniemy je na zawsze. Tak oto palimy nasz świat – nie ma tutaj wielkich słów, niepotrzebnego nikomu patosu. Po prostu podkładamy zapalniczkę i już – płomienie zaczynają skakać wesoło po kartkach, podpisach… Zaczynają trawić zapachy, szepty, szelesty papieru.

A my? Stoimy uśmiechając się dziwnie – trochę szaleńczo, trochę tryumfalnie. W końcu to nasze dzieło, nasz wybór, nikt inny nie kierował dłonią, nie było Losu, Boga, bogów… To nie ofiarowanie Ifigenii, nikt nie płacze, nikt nie szuka perspektywy… Tylko łzy cicho parują z czerniejących kart….

Podziel się: