From now to past

Kosmos jest wielki i pusty, wiesz? Kosmos ma w dupie to, co robisz i dlaczego zachowujesz się tak a nie inaczej – komandor stał przed jednym ze swoich podopiecznych i spokojnym głosem odpowiadał na jego zarzuty. – Ani Flotylla ani ja nie mogliśmy wiedzieć do czego to doprowadzi.

– Przecież wmieszanie się Eldarów było pewne! – wykrzyknął młody człowiek oburzony beztroską wojskowego.

– Podobnie jak interwencja naszego drogiego inkwizytora. I podobnie jak nasza klęska. – wojskowy przerwał, usiadł w fotelu i spojrzał na bezkres za oknem kapitańskiej kajuty – Widzisz Ortarze, dawno temu, kiedy byłem w twoim wieku też wkurzałem się na niesprawiedliwość świata. Chaos zabrał całą moją rodzinę. Przez ten cholerny warp nagle zniknęła cała armada. Ot tak. Ja byłem wtedy na innym statku – przypadkiem, z misją szkoleniową.

– Ale co to ma wspólnego z bitwą? – młodzieniec wydawał się zdezorientowany.

Za oknem ukazały się właśnie odległe wielokolorowe chmury mgławicy K – 530 MS. Trzy pozostałe statki eskadry nieco ich wyprzedziły i teraz można było podziwiać ich wielkie, monumentalne cielska. Niczym katedry płynące przez Kosmos…

– Tak już czasami bywa Ortarze. Musimy przegrać, stracić wszystko i polec tylko po to, żeby nauczyć się czegoś.

– Ja już się nauczyłem – musimy być ostrożni. Nie możemy znów dać się zaskoczyć demonom! Inkwizytor Amerson ma rację – to wszystko przez naszą uśpioną czujność!

– Inkwizytor Amerson nie wie wielu rzeczy. To, co zaatakowało nas dzisiaj, to co zabrało moją rodzinę jest straszniejsze do jego najgorszych wyobrażeń.

– Co ma pan na myśli?

Kapitan podszedł do drzwi, wyjrzał za nie i upewniwszy się, że korytarz jest pusty zamknął ciężkie zasuwy.

– Jesteś młody, ale w końcu pełnisz honory pierwszego oficera na tym statku. Masz prawo wiedzieć z czym walczymy – Ortar spojrzał na swojego kapitana ze zdumieniem – To nie jest Chaos, który znamy. To coś starszego. Te stwory, te wszystkie okropności pochodzą z czasów, kiedy ludzie jeszcze spoglądali na gwizdy tylko z powierzchni Terry.

– Dwudzieste milenium? – młody oficer starał się zrozumieć skalę czasową

– Pierwsze i drugie milenium mój drogi. – kapitan odparł stanowczo – Tych czasów nie pamiętają żadne kroniki. Ale pamiętają je ludzie…i Eldarowie. To od nich dowiedziałem się wszystkiego. Ale mimo wszystko nie wiem tylko jak to możliwe, że po tylu latach te stwory po prostu pojawiły się tutaj.

Obaj mężczyźni patrzyli przez chwilę w bezkres kosmicznej pustki, kiedy nagle piewszy ze statków ich eskadry zniknął w rozbłysku purpurowego światła.

– Otwarty warp – szepnął z przerażeniem pierwszy oficer.

Kapitan podbiegł do pulpitu sterowniczego. Cała wstecz, korygować! – wrzasnął do mikrofonu. Ogromnym statkiem szarpnęło. Wielkie metalowe cielsko starało się ominąć demoniczną wyrwę w tkance wszechświata – na próżno.

– Mają nas – zaskamlał Ortar. I zalało ich purpurowe światło…

Podziel się: