Miesiąc: Grudzień 2010

Aniołowie

– Wiesz, że ta ziemia niebawem spłynie krwią? – Michał siedział na sporym głazie w wylotu jednej z grot pod Betlejem i po raz kolejny starał się zagadnąć nieobecnego, pogrążonego w myślach Gabriela stojącego nieopodal…

– Tak, doskonale zdaję sobie z tego sprawę – Pan Objawień zrezygnowany wzruszył ramionami – Tutaj, gdzie teraz rodzi się syn Boga, już niebawem wokół zaczną ginąć niewinni.

– A za dwa tysiące lat pojawią się tu czołgi – dodał z przekąsem Michał. – Nic nie możemy na to poradzić. Taka jest wola Pana.

Nad uśpioną Galileą pojawiła się Gwiazda, cudowny znak. Archaniołowie spojrzeli na niewielkie Betlejem, pomiędzy domami cichła krzątanina codziennego dnia, ostatnie zwierzęta zaganiano do komór, a ludzie wracali na paschę.

– Wiesz Michale – Gabriel odezwał się niespodziewanie – czasami wydaje mi się, że to wszystko powinno wyglądać inaczej.

– Jakie wszystko? – Pan Zastępów spojrzał zdziwiony na towarzysza.

– Przyszłość ludzkości generale… Za dużo w niej śmierci i przemocy. Kiedy zginął Abel wiedziałem, że będzie źle, ale nigdy nie sądziłem, że przyjdzie nam płakać nad tyloma niewinnymi.

– Nie bądź taki ckliwy Gabrielu… Anioł Zagłady, któremu ciężko zaakceptować wojnę? Trudno mi w to uwierzyć.

Gabriel odwrócił się gwałtownie i gniewnie spojrzał na Michała. Przez jego twarz przebiegł cień, a oczy zalśniły złoto. Pan Objawień zrobił krok przed siebie i stanął przed samochodem biednej izraelskiej rodziny. Palestyńska rakieta, która w tym samym momencie eksplodowała na jego plecach, otaczając anioła aureolą płomieni,  kontrastowała groteskowo z płynącymi ze złotych oczu krwawymi łzami. Gabriel uśmiechnął się lekko do cudem ocalonych pasażerów auta, po czym zniknął.

Posępny Michał, w betlejemskiej szopce zobaczył kolejny uśmiech na twarzy małego Zbawiciela.

 

Ps. wesołych świąt

Podziel się:

Panu Cogito

Strażnik Drzewa smętny

I drzewo – uschnięte

Konkluzja biblijnej złożoności

W jednym wyrazie

Śmierć

Kolejna, następna i jeszcze jedna

W pięknej scenerii Raju

Naszego życia.

Jak zwykle – bez fajerwerków

I bez pogrzebu

Bo duchów się nie chowa

A one ostatnie opuszczają

Raje naszych wspomnień

Podziel się: